Jerzy Sapiela. Mój nauczyciel.

Autor Wojciech Głogowski

Będę pisał o osobie, która miała wpływ na całe moje dotychczasowe aikidockie dorosłe życie. O Sensei Jerzym Sapieli, który zmarł 5 kwietnia 2021 roku. Wciąż nie mogę się z tym pogodzić.

Zapewne tak jak mało osób miałem możliwość obcowania z sensei Jerzym nie tylko na tatami ale również przez wiele lat również w sytuacjach wykraczających poza salę treningową. Nasz wspólny czas to prawie 30 lat z czego 15 to bycie bezpośrednim uczniem.

Kiedy się poznaliśmy za sprawą Zbyszka Hurnowicza pierwsze pytanie jakie usłyszałem brzmiało: ” po co przyszedłeś ? “. Jak to po co ? odparłem.Trenować.  Taki chudy ? zapytał. Właściwie kiedy się zastanawiam nad istotą tego pytania z perspektywy czasu prawdopodobnie w dzisiejszych realiach wiele osób zakończyło by już wtedy kontakt z takim mistrzem i wyzwało gościa od buców kartoflanych, który nie chce się zająć ich wyjątkową osobą. Taki był. Bezpośredni.

Przez pierwsze 10 miesięcy naszej znajomości kiedy dojeżdżałem prawie codziennie do Szklarskiej Poręby na rowerze słyszałem od Sensei Jerzego “tracisz energię”. Jaką energię myślałem i jeździłem szybciej. Później często razem ze Zbyszkiem czekaliśmy pod domem naszego Sensei przez pół godziny, godzinę lub dłużej aż skończy robotę w piwnicy lub przy psach i znajdzie dla nas chwilę na trening. W związku z tym czas jaki trzeba było poświęcić na trening przeciągał się czasem do 3-4 godzin.  Jak to w aikido zaczynamy od nauki padów i również ze mną tak było. Sensei zabrał nas za “stare Sudety” na łąkę,  tyle że o nachyleniu kilkunastu stopni chyba, z trawą na pół metra. Ukemi to było wtedy raczej wyhamowywanie impetu z trawą między zębami (nici dentystyczne nie były potrzebne). Dalej oczywiście ćwiczenie kroków, zejść z linii ataku które były wykonywane przed cięciem ostrym mieczem, który tylko na pierwszy rzut okiem wyglądał na boken. Woda lała się ze strachu, wiecie po czym a rozwijana prędkość była spora jak się domyślacie.

Taki był. Albo dawałeś radę i dawałeś z siebie 101 procent albo nie zawracaj mi głowy.

Na jednym z naszych treningów na który przyjechałem po pogryzieniu przez psa i zacząłem marudzić, że chyba dzisiaj nie potrenuję bo ręka mnie boli powiedział : “ale drugą masz zdrową”. Sensei Jerzy dodał mi tylko patyk do opatrunku, żeby nieco usztywnić nadgarstek. No i jechaliśmy. Czasem udawało się tylko kilkanaście minut, innym razem całe godziny. 

Kiedy trenowaliśmy w małej sali przy Nadleśnictwie w Szklarskiej porębie gdzie pracował wpadaliśmy często na ściany tak było ciasno. Padać się naucz mówił sensei Jerzy lub tylko zerkał badawczo sprawdzając czy żyjesz.  Właściwie w tym okresie nie bylo powodu ze strony Sensei Jerzego, żeby hamować technikę lub nieco odpuścić. Albo padasz shiho nage z wysokości barku albo nie masz ręki. Taki był. Wymagający.

Kiedy zaczęliśmy regularnie trenować w Jeleniej Górze za sprawą Jacka, Arka i Sylwka czyli żołnierzy w czynnej służbie mieliśmy zdecydowanie lepsze warunki do treningu a dokładniej większą powierzchnię bo trening ze strony Sensei Jerzego był nadal bardzo wymagający. Do dosyć małej ekipy ze Szklarskiej Poręby zaczęli dochodzić inni z terenu Jeleniej Góry. Był to chyba dla Sensei Jerzego najlepszy czas (tak to widzę) bo z niego wyrosło sporo ludzi którzy ponieśli Jego wkład w rozwój aikido w Polsce( a ten jest niezaprzeczalny) dalej w świat.     

Właściwie mógłbym kontynuować ale po pierwsze ciężko jest mi opowiedzieć taki szmat czasu razem w krótkich słowach, opowiedzieć wszystkie nasze dworcowo-autobusowe czy kolejowe rozmowy a po drugie jest mi po prostu ciężko o tym pisać i pogodzić się z Jego śmiercią. 

Sądzę, że do tej pory tylko my znamy nasze relacje a inni postrzegają je jedynie z perspektywy wspólnego bycia na tatami. Wiem, że nawet po naszym rozstaniu zawsze kibicowaliśmy sobie nawzajem. Wiem to z naszych rozmów.

W tym miesiącu jak zawsze od prawie 30 lat chciałem życzyć Sensei Jerzemu w dniu imienin(a mamy je w tym samym dniu) wszystkiego dobrego. Niestety nie uda się to już nigdy bezpośrednio.

Będziesz zawsze w mojej pamięci. Dziękuję za wszystko.

2 thoughts on “Jerzy Sapiela. Mój nauczyciel.

  1. Dziękuję Wojtku za to wspomnienie…łzy płyną same…😰😰😰😰…Arek Grodzicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.